Wydane miliardy i wciąż brak finału LM?

0
797
UEFA Champions League Facebook

Obecna piłka to w pierwszej kolejności wielkie pieniądze. Już od dawna można włożyć między bajki frazes mówiący “trofeów nie kupisz”. Bez wydawania kolosalnych sum na piłkarzy nie osiągnie się znaczących sukcesów i coraz więcej klubów się o tym boleśnie przekonuje. Powoli piętno klubów kupionych przez magnatów finansowych blaknie i coraz mniej osób ma pretensje o wydane kwoty na nowych zawodników. Nie oznacza to też jednak, że rzucenie workiem pieniędzy na stół od razu zagwarantuje puchary. Uświadamiają to sobie właśnie dwa potężne zespoły, będące w posiadaniu szejków – Manchester City i PSG.

Oba kluby zdominowały swoje krajowe podwórka. Dokonują rekordowych transferów, takich jak Neymar za 222 miliony euro, a kiedy w swoim składzie mają światowe gwiazdy, trudno z takimi drużynami konkurować. W Anglii Jurgen Klopp stworzył fantastyczny zespół, który w innych okolicznościach byłby już bezkonkurencyjnym mistrzem Anglii, jednak “Obywatele” za sprawą Guardioli weszli na wręcz kosmiczny poziom. Tymczasem we Francji poza wyjątkowym sezonem 2016/17, kiedy to Monaco zdobyło mistrzostwo i dotarło do półfinału LM, to PSG wygrywa tytuł od 2013 roku.

Wyniki w rodzimych ligach nie mają jednak wpływu na grę w Europie. Oba kluby oczywiście zachodzą w Lidze Mistrzów dalej, niż miało to miejsce wcześniej, jednak półfinał to maksimum, na jakie mogli do tej pory liczyć. Oczekiwania właścicieli są jednak oczywiste – zdobycie pucharu powinno być wręcz obowiązkiem. Zarówno City, jak i PSG znalazło się trzykrotnie w ⅛ finału, Anglicy zagrali dwa razy w kolejnej fazie, a Francuzi cztery. ½ finału Manchester osiągnął w sezonie 2015/16, kiedy to polegli z Realem Madryt, późniejszym triumfatorem, z kolei paryżanie – w kampanii 1994/95.

Czego zatem brakuje obu klubom? Zapewne doświadczenia w kluczowych meczach. W obu zespołach znajduje się zaledwie pięciu zawodników, którzy znają smak wygranej w LM. Dwóch z nich w Manchesterze City, Claudio Bravo i Danilo, nie odgrywają znaczącej roli w zespole. W PSG sprawa wygląda nieco lepiej, Dani Alves brał udział w obu meczach ⅛ finału Champions League, jest jeszcze Angel Di Maria i Neymar. Choć pierwszy z tej dwójki ofensywnych piłkarzy grał świetnie przeciwko Manchesterowi United, to formą nie dorównali mu koledzy. Brazylijczyk z kolei sprawia wrażenie, że nie jest liderem, na jakiego się go kreuje. Choć w Paryżu Neymar chciał wyjść z cienia Messiego, pokazuje jednak, że sam nie rozstrzygnie kluczowego spotkania.

Kolejne wzmocnienia za potężne pieniądze raczej nie zmieniłyby obecnej sytuacji. Prędzej któryś z obecnych piłkarzy musi wziąć na siebie odpowiedzialność w decydujących momentach, inaczej puchar Ligi Mistrzów wciąż będą zdobywać na zmianę Real Madryt i Barcelona, jak ma to miejsce od 2014 roku. Oba kluby mają jednak największe możliwości, by zdetronizować hiszpańskie kluby.