Złe wieści od Adama Małysza

0
2
Burza w Wiśle zniszczyła dużą część prywatnego muzeum Adama Małysza; zdjęcie: Ilta-Sanomat: Twitter

Złe wieści od legendy skoków narciarskich Adama Małysza: ekstremalna burza w jego rodzinnym mieście Wiśle zniszczyła dużą część jego prywatnego muzeum w zeszły weekend. Udało mu się uratować tylko niektóre pamiątki.

Do wypadku doszło w ubiegłą sobotę, o czym poinformował Małysz w polskich mediach. „Najpierw był grad z ziarnami wielkości od trzech do czterech centymetrów. Potem przyszła burza. W ciągu minuty wszędzie pojawiły się problemy” – powiedział Polak, który na swoim kanale na Instagramie zamieścił filmy z błyskawicznej powodzi.

„Niedawno widzieliśmy, co wydarzyło się w Słowenii. Ale nikt nie spodziewał się, że to w nas uderzy – dodał 45-latek, który spędził kilka dni sprzątając po burzy.

Przeczytaj: Ciężki bój polskiego tenisisty w pierwszej rundzie US Open

Szczególnie gorzkie dla Małysza: powódź przeniknęła również do jego osobistego muzeum, które kibice w Wiśle mogą lub mogli odwiedzić. W trakcie tego kataklizmu niektóre bezcenne pamiątki z jego długiej i pełnej sukcesów kariery zostały zniszczone.

„To nie była tylko woda, to było błoto. Czegoś takiego w Wiśle nigdy nie widziałem. Tutaj też były powodzie, ale nigdy tak dużo, jak w ciągu tych 45 minut” – opisywał Polak.

Kiedy po raz pierwszy po ustąpieniu wody udało mu się ponownie wejść do swojego muzeum, ujrzał „tragiczny” widok – relacjonował Małysz. Wiele rzeczy zostało zniszczonych: „To, co było na ziemi, ucierpiało”.

Szczególnie ucierpiały starsze pamiątki. „Nowsze narty są bardziej odporne, ale stare wykonane z drewna wchłaniają wodę. Musieliśmy też wyrzucić kombinezony, które wisiały na ścianie, ale docierała do nich woda – powiedział Małysz, którego niezliczone trofea i medale na szczęście udało się uratować.

Przeczytaj: Jacek Góralski piłkarzem Wieczystej Kraków

W międzyczasie jego muzeum jest ponownie otwarte dla zwiedzających. Dzięki aktywnej pomocy części mieszkańców naprawa najgorszych zniszczeń zajęła „tylko” trzy dni – poinformował obecny prezes Polskiego Związku Narciarskiego.